(Z)bieg

Tylko cud spowodował, że wymknął się obławie. Teraz jednak wszystko zależało od siły jego mięśni, od wytrzymałości i od determinacji. Nie brakowało mu żadnego z wymienionych autów. Był wysportowany i zdeterminowany. Za wszelką cenę pragnął pozostać wolny. Wiedział, że nie może się zatrzymać. Pościg był tuż tuż.

Biegł dalej co tchu i nie oglądał się za siebie. Przeciął na przełaj chodnik i przeskoczył stojące z boku pustaki. Dalej były już tylko tereny ogrodów. Przeskoczył płot i biegł nie zważając na to, iż tratuje grządki ogrodowe. Słyszał za sobą krzyki oburzonych ludzi, ale nie zatrzymywał się. Czuł się jak uskrzydlony. Po kolei pokonywał poszczególne płoty oddzielające parcele ogrodowe. Wreszcie przeskoczył przez główny parkan i znowu był na zewnątrz. Przed nim ciągnął się chodnik. Ruszył nim w kierunku bloków mieszkalnych. W labiryncie, jaki tworzą osiedla, łatwo zmylić ścigających. Wbiegł miedzy bloki i pognał zygzakiem pomiędzy nimi.

Wybiegł wreszcie na teren małej prywatnej budowy. Tu kończył się osiedlowy chodnik. Wszędzie stały pustaki poustawiane w małe murki. Zwolnił kroku i postanowił spokojnie obejść ten teren. Teraz najważniejsze było to, by nie zwracać na siebie uwagi.

Leave a comment